Gomenne, że takie krótkie rozdziały...
Notka była by wcześniej gdyby nie pewne prywatne sprawy i wydarzenia, kochani.
Wynagrodzę wam to już niedługo, obiecuję.
Mam nadzieję, że ktoś to jeszcze czyta i mam dla kogo pisać.
Notka była by wcześniej gdyby nie pewne prywatne sprawy i wydarzenia, kochani.
Wynagrodzę wam to już niedługo, obiecuję.
Mam nadzieję, że ktoś to jeszcze czyta i mam dla kogo pisać.
Zapraszam do hejtowania czytania!
~~~~~~~~~~~~~~~
Zacząłem się zbierać ze studia gdy nagle do sali wparował Uruha rzucając mi się na szyję z bananem na twarzy.
Co je...?
-Uruuu! -Zaraz za nim wleciał krzycząc zdyszany Aoi z równie wielkim uśmiechem i leciutkimi rumieńcami ma twarzy. Wtedy jeszcze myślałem, że są spowodowane szybkim biegiem. Myliłem się.-Mówiłem ci żebyś na mnie zaczekał! I złaź z Rukiego! Natychmiast!-Może jak już rozkazujesz to się nie śmiej, co? Bo cię może nie posłuchać, a mi się na drugą stronę nie śpieszy. Z wyraźnym nie zadowoleniem nasza męska wersja Sadako wreszcie przestała mnie dusić siadając na czarnej kanapie obitej skórą na której przysiadłem chwilę wcześniej.
-Dłużej odcinać mi dostępu do powietrza nie mogłeś?! -Zabierzcie go ode mnie bo nie ręczę za siebie. Gdy mój mózg zaczął pracować zdziwiło mnie to jak może tak po prostu się do mnie przytulać podczas gdy zaledwie piętnaście minut temu wyznałem mu, że jestem gejem.
Jeszcze większego szoku doznałem gdy Aoi pociągnięty za rękę przez Sa...Uruhę wylądował na kanapie, a szatyn na nim uwalając mu się na kolanach.
-Eeee...- Mądrzej się nie dało? Nie! - Wy...- wzrok latał mi co chwilę z jednego na drugiego uśmiechniętego debi...przyjaciela znaczy się. - Jesteście razem?! -Jakby na potwierdzenie moich słów Kyou pocałował swojego...chłopaka. Nawet w myślach trudno to wymówić...
- No gratulacje, szybki pan w myśleniu panie Matsumoto
-Ale... od kiedy?
Uru-Od roku.
-I nic nie powiedzieliście?!
Aoi-Widziałeś ich reakcje...
-A ja?!
Uru-Cóż...nie mieliśmy pewności co do twojego zdania na ten temat...aż do dziś. Poza tym wygrałem zakład czy je... - tu chłopakowi przerwała ręka na ustach. Taaaak, dobrze myślisz Yuu... To przerażenie w twoich oczach jest słuszne.
-To teraz już wiecie, a mogę wiedzieć co było wygraną? - Niczego nieświadomy po chwili się załamałem.
-No... eeee... Nie chciałbyś wiedzieć...-Jako, że zwycięzca spalił buraka odpowiedź nadeszła od Aoi' a. Załamujecie mnie ludzie, chore seksualne fantazje kłębiące się w głowie Uru tylko czekały na ujrzenie światła dziennego i wyżyciu na tym biedaku. Po dłuższej chwili niezręcznej ciszy Takashima próbował ją przerwać.
-A ty, masz kogoś? -Zapytał.
-Jak na razie nie...-Westchnięcie wydobywające się z moich ust było oznaką by nie drążyli już tego tematu.
***
-Ruki... Ruki... Ruki... Ziemia do małego! -Z tych cudownych wspomnień kiedy to wszystko było jeszcze jak należy wyrwał mnie powoli już irytujący głos Yuu.
-Co?
-Nad czym tak rozmyślasz?
-Nieważne...
-Ważne, powiedz.
-Nie teraz Aoi, później pogadamy. Odwieziecie mnie?
-Spoko, to zbieraj się już.
-Dziękuję.-Wszyscy się właśnie rozchodzili w swoją stronę wymęczeni koncertem. Wychodziliśmy razem z gitarzystą z budynku obok wielkiej sali koncertowej. Już bez makijażu i jakichś specjalnych ubrań, po prostu normalni my. Poza tym, każdy był zbyt zmęczony na takie błahostki jak poprawianie make up'u.
Odkąd dwoje zakochanych gołąbków dowiedziało się o mojej orientacji staliśmy się sobie bliżsi i bardziej otwarci. Mogłem im szczerze powiedzieć o moich problemach, a oni mnie wspierali,
a nawet robili coś w sprawie ich rozwiązania. Za to ja sprawowałem pieczę nad tym związkiem by nigdy nic im się nie zepsuło, jak jeden miał problem z drugim zawsze pomagałem i zapobiegałem kłótniom, a zazwyczaj były to same błahostki jak u małych dzieci.
-Powiesz w końcu o co chodzi? -No i stało się, cisza została przerwana przez kierowcę wozu-Yuu.
-Po prostu... Powiedzmy, że zakochałem się... w kimś -Bardzo chciałem albo to skończyć i nie mówić nic albo wprost opowiedzieć całą historię. Zamiast tego błąkałem się między tymi dwoma wciąż niezdecydowany. Twarze tych dwóch od razu się rozpromieniły, oczywiście! Bo nie ma nic lepszego niż zakochany Ruki! Choć niewątpliwie jest coś gorszego. Nieszczęśliwie zakochany Ruki!
-Ale ta osoba jest nieosiągalna... No, może gdybym był kobietą...-No myślcie ludzie, myślcie, tak trudno się domyślić?! -To przyjaciel.-Macie do wyboru dwie opcje... albo Kai albo Reita i mam nadzieję, że choć trochę znacie moje gusta by się domyślić.
-Ja... Zakochałem się w Reicie.-Uch... Gdybym miał cycki to by mi przy was opadły, idioci.
Aoi-A wiesz no... Wiesz co on lubi?-No chyba ci mówiłem przed chwilą głupku, słuchałeś ty mnie?!
-Nigdy nic nie mówił na ten temat, więc pewnie woli kobiety.-Westchnąłem.
Uru-A niby skąd masz pewność?-Nie no, proszę cię. Nie oczekujmy cudów, świat raczej za mną nie przepada i okazuje to na każdym kroku. A szkoda, oddałbym wszystko byle by był bi. no i był w stanie mnie pokochać. Na tę ostatnią myśl na twarz wkradły się zdradzieckie rumieńce.
-W sumie...zawsze mnie to interesował. Wypadało by sprawdzić, nie?-Tym razem głos zabrał kierowca pojazdu-Aoi. Już się bałem tego co zamierzał powiedzieć. Wbiłem w niego przerażony wzrok.
-Hej, a może wybierzemy się całym zespołem na wakacje? To by była świetna okazja by się tego dowiedzieć!-Zabiję cię Shiroyama! Zabiję i wyrwę ten twój plugawy jęzor robiący mi na złość. Ja się miałem opieprzać na hamaku pod palmami, a nie zapierdzielać za bandą jakiejś niewyżytej dzieciarni! Spuściłem głowę z cichym westchnięciem oddalając od siebie nakręconego wizją wakacji Uruhę razem z jego potokiem słów na temat jak to będzie fajnie i, że on już przekona lidera.
Szczerze wątpiłem w to czy mu się uda, ale to Uruha... Z nim nigdy nic nie wiadomo, a po tym co się dowiedziałem zaledwie kilkadziesiąt minut temu zacząłem z każdą chwilą coraz bardziej wierzyć w jego zdolności oddziaływania na psychikę. Co wiązało się również ze zdobywaniem upatrzonych przez niego celów. Oparłem głowę o zimną szybę dającą ukojenie i swobodę myślenia nad wakacjami, które niestety najprawdopodobniej spędzę z zespołem i kto wie z kim jeszcze. Jedyną pociechą było to, że może wyrwę kogoś kto zgodzi się na niezobowiązujący wakacyjny romansik w ramach zapomnienia o problemach.
Gdy odwieźli mnie do domu byłem tak padnięty, że nawet dobra kawa by mi nie pomogła. Nie fatygując się więc zbytnio rozebrałem się do bokserek i uwaliłem się na łóżku. Długo na sen czekać nie musiałem gdyż zmordowany przez lidera-tyrana odpłynąłem w krainę marzeń w której jak zwykle pojawiłeś się Ty.
Zacząłem się zbierać ze studia gdy nagle do sali wparował Uruha rzucając mi się na szyję z bananem na twarzy.
Co je...?
-Uruuu! -Zaraz za nim wleciał krzycząc zdyszany Aoi z równie wielkim uśmiechem i leciutkimi rumieńcami ma twarzy. Wtedy jeszcze myślałem, że są spowodowane szybkim biegiem. Myliłem się.-Mówiłem ci żebyś na mnie zaczekał! I złaź z Rukiego! Natychmiast!-Może jak już rozkazujesz to się nie śmiej, co? Bo cię może nie posłuchać, a mi się na drugą stronę nie śpieszy. Z wyraźnym nie zadowoleniem nasza męska wersja Sadako wreszcie przestała mnie dusić siadając na czarnej kanapie obitej skórą na której przysiadłem chwilę wcześniej.
-Dłużej odcinać mi dostępu do powietrza nie mogłeś?! -Zabierzcie go ode mnie bo nie ręczę za siebie. Gdy mój mózg zaczął pracować zdziwiło mnie to jak może tak po prostu się do mnie przytulać podczas gdy zaledwie piętnaście minut temu wyznałem mu, że jestem gejem.
Jeszcze większego szoku doznałem gdy Aoi pociągnięty za rękę przez Sa...Uruhę wylądował na kanapie, a szatyn na nim uwalając mu się na kolanach.
-Eeee...- Mądrzej się nie dało? Nie! - Wy...- wzrok latał mi co chwilę z jednego na drugiego uśmiechniętego debi...przyjaciela znaczy się. - Jesteście razem?! -Jakby na potwierdzenie moich słów Kyou pocałował swojego...chłopaka. Nawet w myślach trudno to wymówić...
- No gratulacje, szybki pan w myśleniu panie Matsumoto
-Ale... od kiedy?
Uru-Od roku.
-I nic nie powiedzieliście?!
Aoi-Widziałeś ich reakcje...
-A ja?!
Uru-Cóż...nie mieliśmy pewności co do twojego zdania na ten temat...aż do dziś. Poza tym wygrałem zakład czy je... - tu chłopakowi przerwała ręka na ustach. Taaaak, dobrze myślisz Yuu... To przerażenie w twoich oczach jest słuszne.
-To teraz już wiecie, a mogę wiedzieć co było wygraną? - Niczego nieświadomy po chwili się załamałem.
-No... eeee... Nie chciałbyś wiedzieć...-Jako, że zwycięzca spalił buraka odpowiedź nadeszła od Aoi' a. Załamujecie mnie ludzie, chore seksualne fantazje kłębiące się w głowie Uru tylko czekały na ujrzenie światła dziennego i wyżyciu na tym biedaku. Po dłuższej chwili niezręcznej ciszy Takashima próbował ją przerwać.
-A ty, masz kogoś? -Zapytał.
-Jak na razie nie...-Westchnięcie wydobywające się z moich ust było oznaką by nie drążyli już tego tematu.
***
-Co?
-Nad czym tak rozmyślasz?
-Nieważne...
-Ważne, powiedz.
-Nie teraz Aoi, później pogadamy. Odwieziecie mnie?
-Spoko, to zbieraj się już.
-Dziękuję.-Wszyscy się właśnie rozchodzili w swoją stronę wymęczeni koncertem. Wychodziliśmy razem z gitarzystą z budynku obok wielkiej sali koncertowej. Już bez makijażu i jakichś specjalnych ubrań, po prostu normalni my. Poza tym, każdy był zbyt zmęczony na takie błahostki jak poprawianie make up'u.
Odkąd dwoje zakochanych gołąbków dowiedziało się o mojej orientacji staliśmy się sobie bliżsi i bardziej otwarci. Mogłem im szczerze powiedzieć o moich problemach, a oni mnie wspierali,
a nawet robili coś w sprawie ich rozwiązania. Za to ja sprawowałem pieczę nad tym związkiem by nigdy nic im się nie zepsuło, jak jeden miał problem z drugim zawsze pomagałem i zapobiegałem kłótniom, a zazwyczaj były to same błahostki jak u małych dzieci.
***
Jechaliśmy tak już dobre kilkadziesiąt minut w ciszy, każdy zmęczony, ale nie tylko to było powodem tej nienaturalnej atmosfery. Każdy był ciekaw powodu mojego kiepskiego nastroju, a ja za wszelką cenę chciałem uniknąć jakichkolwiek pytań na ten temat.-Powiesz w końcu o co chodzi? -No i stało się, cisza została przerwana przez kierowcę wozu-Yuu.
-Po prostu... Powiedzmy, że zakochałem się... w kimś -Bardzo chciałem albo to skończyć i nie mówić nic albo wprost opowiedzieć całą historię. Zamiast tego błąkałem się między tymi dwoma wciąż niezdecydowany. Twarze tych dwóch od razu się rozpromieniły, oczywiście! Bo nie ma nic lepszego niż zakochany Ruki! Choć niewątpliwie jest coś gorszego. Nieszczęśliwie zakochany Ruki!
-Ale ta osoba jest nieosiągalna... No, może gdybym był kobietą...-No myślcie ludzie, myślcie, tak trudno się domyślić?! -To przyjaciel.-Macie do wyboru dwie opcje... albo Kai albo Reita i mam nadzieję, że choć trochę znacie moje gusta by się domyślić.
-Ja... Zakochałem się w Reicie.-Uch... Gdybym miał cycki to by mi przy was opadły, idioci.
Aoi-A wiesz no... Wiesz co on lubi?-No chyba ci mówiłem przed chwilą głupku, słuchałeś ty mnie?!
-Nigdy nic nie mówił na ten temat, więc pewnie woli kobiety.-Westchnąłem.
Uru-A niby skąd masz pewność?-Nie no, proszę cię. Nie oczekujmy cudów, świat raczej za mną nie przepada i okazuje to na każdym kroku. A szkoda, oddałbym wszystko byle by był bi. no i był w stanie mnie pokochać. Na tę ostatnią myśl na twarz wkradły się zdradzieckie rumieńce.
-W sumie...zawsze mnie to interesował. Wypadało by sprawdzić, nie?-Tym razem głos zabrał kierowca pojazdu-Aoi. Już się bałem tego co zamierzał powiedzieć. Wbiłem w niego przerażony wzrok.
-Hej, a może wybierzemy się całym zespołem na wakacje? To by była świetna okazja by się tego dowiedzieć!-Zabiję cię Shiroyama! Zabiję i wyrwę ten twój plugawy jęzor robiący mi na złość. Ja się miałem opieprzać na hamaku pod palmami, a nie zapierdzielać za bandą jakiejś
Szczerze wątpiłem w to czy mu się uda, ale to Uruha... Z nim nigdy nic nie wiadomo, a po tym co się dowiedziałem zaledwie kilkadziesiąt minut temu zacząłem z każdą chwilą coraz bardziej wierzyć w jego zdolności oddziaływania na psychikę. Co wiązało się również ze zdobywaniem upatrzonych przez niego celów. Oparłem głowę o zimną szybę dającą ukojenie i swobodę myślenia nad wakacjami, które niestety najprawdopodobniej spędzę z zespołem i kto wie z kim jeszcze. Jedyną pociechą było to, że może wyrwę kogoś kto zgodzi się na niezobowiązujący wakacyjny romansik w ramach zapomnienia o problemach.
Gdy odwieźli mnie do domu byłem tak padnięty, że nawet dobra kawa by mi nie pomogła. Nie fatygując się więc zbytnio rozebrałem się do bokserek i uwaliłem się na łóżku. Długo na sen czekać nie musiałem gdyż zmordowany przez lidera-tyrana odpłynąłem w krainę marzeń w której jak zwykle pojawiłeś się Ty.
***
Droga Riem...ogranicz zmienianie tekstu bo cię palne w łeb!
Rozumiem, masz 6 z polskiego, od 6 lat też piszesz..., ale do cholery miałaś poprawiać błędy, a nie ich namnażać! A o zniszczeniu humoru sytuacji swoim przeistaczaniem wypowiedzi na "mnie śmieszne" już nie wspominając.
Dziękuję, twoja kochana Ajsu betująca swoje własne opo po swojej becie C:
Droga Riem...ogranicz zmienianie tekstu bo cię palne w łeb!
Rozumiem, masz 6 z polskiego, od 6 lat też piszesz..., ale do cholery miałaś poprawiać błędy, a nie ich namnażać! A o zniszczeniu humoru sytuacji swoim przeistaczaniem wypowiedzi na "mnie śmieszne" już nie wspominając.
Dziękuję, twoja kochana Ajsu betująca swoje własne opo po swojej becie C:
Strasznie mieszają się dialogi. Nie wiadomo co, kto i kiedy mówi.
OdpowiedzUsuńA tam to ciekawe c:
Zaraz zaktualizuję i w "niewiadomych miejscach" postaram się dopisać krótkie "Ru" "Uru" i "Aoi" :3
UsuńW planie mam już ich wakacje, ale pierw mały szantażyk na Kai'u ^^"
Geeez, lubię spojlerować oczywistymi rzeczami XD
Fajne :)
OdpowiedzUsuńSuper ^ ^
OdpowiedzUsuń