poniedziałek, 15 października 2012

MiyavixKai

Elaira:
Tak, tak... Naszło mnie żeby napisać KaixMiyavi *Q* 
Poniekąd najbardziej pasuję mi ReitaxRuki no, ale jak się nie ma co się lubi (póki co),
to się lubi co się ma! 
Jak moja (któraś z kolei ;] ) kochanka będę pisała ponownie. Z perspektywy obu panów, jak 
i reszty, ale prawdopodobnie rzadziej.
I!! Uprzedzam że tutaj Miyavi ma niebieskie włosy. ;]

* * *

Kai~~
Siedziałem w małej restauracji, przy tym samym stoliku. Piłem też to samo, czekając na tę samą osobę.
 To było jak Déjà vu codzienności. CODZIENNIE ROBIĘ TO SAMO!
Koło czternastej, nie mogąc się skupić na niczym innym, czekałem na Miyaviego. -Ten idiota...- powiedziałem do siebie zirytowany jego nieobecnością. -PO CHOLERĘ SIĘ UMAWIASZ
JAK I TAK NIE PRZYŁAZISZ?!- krzyknąłem na całe pomieszczenie tak głośno, że niemal
wszystkie oczy zwróciły się na moją osobę.
-Kochanie nie patrz bo zgłupiejesz..- powiedziała matka do swojej córki zakrywając jej oczy. 
Zrobiłem się cały czerwony.. -P-przepraszam...- wyjąkałem. Po czym wstałem i pozostawiając 
pieniądze na stole czym prędzej wyszedłem. 
Gdy tylko drzwi się za mną zamknęły przywitał mnie zimny wiatr... A iż byłem
w koszulce na krótki rękawek, to zmarzłem jak cholera!  ~
-Ten idiota... Jak zwykle robi mi pod górkę..- mówiłem do siedzącego obok Reity, 
popijającego piwo mimo iż było dopiero po piętnastej. Co więcej nigdy się
jeszcze nie upił. Kiedyś wypił całą beczkę czerwonego wina, a jedyne
co mu potem przeszkadzało to przykry oddech.. Mył zęby chyba ze dwadzieścia 
razy, zaraz po wyjściu z baru.
-A więc znów nie przyszedł?- spytał biorąc kolejny łyk. Był wkurwiony bo chciał dzisiaj
spędzić dzień z Rukim, ale mu przeszkodziłem...
=-Reeeeeita.. Khe khe... przyjdź dzisiaj do mnie... jestem chory...
-Nie mogę je/
-Reeeiataa...~!
-Dobra,- powiedział zirytowany -poczekaj tylko się ubiorę..-dodał wkurzonym głosem, gdyż własnie wylegiwał się w łóżku ze swoim kochankiem..=
I tak o to bez zbędnych ceregieli, siedzi tuż koło mnie. Ja siedzę po turecku, owinięty wełnianym kocem i
trzymam w dłoniach kubek gorącej herbaty, która w jakiś sposób mnie ogrzewa. 
-Nie przyszedł.. A do tego uznano mnie za idiotę bo wydarłem się na całą kawiarnie..
-Aha..- powiedział odwracając wzrok. -A dzwoniłeś do niego? Może znów ma nagrania?
-Pewnie znalazł sobie kogoś innego.. Jakąś biuściastą laskę, może tę pielęgniarkę...- ta
myśl przeszła mi tylko przez głowę, a już zdążyłem się załamać. Wylewając sobie na nogę ciepły napój..
-AŁA! KURNA!- wstałem i szybko wybiegłem z pokoju. Rzuciłem koc na podłogę, po drodze
do pokoju zacząłem ściągać spodnie. Słyszałem jak Reita się ze mnie śmieję..

Miyavi~ 
-Tutaj, proszę tutaj!       
-Nie tu, tylko tu!- spierały się charakteryzatorki ubierając mnie,
w tej chwili zastanawiały się czy powiesić mi łańcuch na szyję, czy
przypiąć do spodni... -Dziewczynki..- powiedziałem szarmancko, a obie
zwróciły się na mnie.. Poniekąd żadna mi się nie podoba, ale trzeba je przywołać do porządku...
-Wiecie.. Mi nie potrzebny jest ten, łańcuch.- wbiłem wzrok w blondynkę. -Dobrze?- poruszyłem brwią
ażeby wywrzeć w niej zakłopotanie. -Zaraz wracam!- krzyknęła zarumieniona. -Ja też!- powiedziała za nią
druga dziewczyna, i obie wybiegły z pokoju. -Ahh...- westchnąłem opadając na kanapę, czym niszcząc trzy godziny ich starań, aby doprowadzić mnie do ładu na koncert.. Mam nadzieję że
Kai się pojawi.. Kai.. Kai.. -KURNA ZAPOMNIAŁEM!- krzyknąłem i czym prędzej łapiąc kurtkę
wybiegłem z pokoju, potrącając te same dziewczyny tak iż upadły na podłogę, krzycząc
za mną -Panie Miyavi! Gdzie pan biegnie?!
-Na spotkanie!- to ostatnie co powiedziałem, nim pojawiłem się w restauracji.
Wparowałem do niej jak burza.. -To Miyavi! Tato to Miyavi!- krzyczał jakiś chłopiec do swojego ojca, wskazując na mnie palcem.. Całkiem zapomniałem że jestem sławny.. Ale na szczęście
były tutaj tylko te dwie osoby.. Kai już wyszedł.. Nie dziwię się. Było już po osiemnastej a umówiliśmy się
na dwunastą.. 
Na mej twarzy zawitał zdziwiony wyraz, usta lekko się rozwarły. Ale nie miałem czasu na jakiekolwiek
zastanowienia. Rzuciłem się do wyjścia, i czym prędzej wsiadłem do samochodu.
Na ulicy był taki korek, że miałem wrażenie że przed dwudziestą do niego nie dotrę..

Reita~
Czekałem na Kaia już chyba od dwudziestu minut, aż wreszcie tutaj przyjdzie. Ale
się nie pojawiał.. Tak więc ruszyłem do jego pokoju..
Nie był on typem który by się użalał, zawsze był liderem. Rzadko miewał jakiekolwiek
wpadki.. A tak naprawdę? NIGDY. Ale jeśli chodziło o Miyaviego to było zupełnie inaczej.
Czasem chciałem zabić jego kochanka, ale Kai tak się zakochał, że nie dałbym rady.
Już zaciskałem pięści żeby przywalić Kaiowi za użalanie się, ale gdy wszedłem do pokoju.....

Kai~
Zasnąłem. Co prawda nie sam z siebie, tylko walnąłem kolanem w łóżko i natychmiastowo
się na nie wyłożyłem. A że nie chciało mi się wstawać po prostu zasnąłem. 
Leżałem tak w samych bokserkach i koszulce z logo the GazettE na środku.

Reita~
...zastałem go śpiącego. Zadziwiające było że może zasnąć w takiej pozycji. 
Plackiem na brzuchu, i głową dyndającą z łóżka. Mimowolnie, nie wiem nawet czemu..
Oblizałem usta gdyż pociekła mi ślinka.. Poczułem się jak bym zdradzał Rukiego (._.').
Miejmy nadzieję że się o tym nie dowie...
-Ty idioto.. Jak tak można spać?- podszedłem do niego, i delikatnie przerzuciłem go na plecy. Tak że ten 
w samoobronie kopnął mnie w brzuch. Cicho jęknąłem, jednak wciąż robiłem co robiłem. 
Ułożyłem go na łóżku jak należy i przykryłem kołdrą. Sprawdziłem czy ma gorączkę,
a tak jak myślałem była całkiem wysoka. -Zabiję Miyaviego (=-=)- powiedziałem 
wkurwiony, bo to przez jego nieobecność Kai wylądował w łóżku.
Ale teraz nie czas na to... Schowałem kluczę i komórkę do kieszeni, nałożyłem płaszcz
i czym prędzej ruszyłem do apteki.

Miyavi~
-Hahh, Ahh, Haahh...- dyszałem wchodząc po schodach do góry. -Kur...Ahh...A... Wyżej..
nie...hahh.. mógł.. ahh, ah.. mieszkać..- pojękiwałem cicho jakbym właśnie przeżył stosunek... (._.')
Gdy tylko wspiąłem się na górę było już po dwudziestej pierwszej. -Kai! Jesteś tam?! Kai!- krzyczałem
waląc pięścią w jego drzwi. Przestałem gdy tylko usłyszałem że ktoś do nich podchodzi.
Zamek się przekręcił a osobą która mi otworzyła był...

Reita~
..gdy tylko wróciłem z apteki, podałem zaspanemu Kaiowi leki. I w tym samym czasie zadzwonił dzwonek,
jednakże poszedłem otworzyć dopiero po dziesięciu minutach.. Był to Miyavi..
Cały oblany potem i dyszący. Miałem wrażenie że miał orgazm (._.'), dobrze że się myliłem.
-Co jest?- powiedziałem próbując ukryć fakt, iż walnięcie Go było w tej chwili
moim marzeniem, i to nie zbyt odległym.

Miyavi~
..Reita. Nienawidzę go. Ciągle plącze się gdzieś koło Kaia. To nie do zniesienia,
przez jakiś okres coś podejrzewałem, ale gdybym sobie
w końcu nie odpuścił chyba bym zbzikował. Ignorując fakt iż to właśnie ON stoi przede mną odpowiedziałem.
-Jest Kai? Jak tak to mnie wpuść!- on chyba też mnie nie lubił. Widać było jak zaciska pięści...

Reita~ 
To było tak stresujące że zacząłem zaciskać pięści. -Nie ma go..- powiedziałem tak jednak brunet
stał już za mną. 

Kai~
-Ehh... Co się dzieję?- powiedziałem ospale, ocierając oczy. 
-Nic się nie dzieję. Idź spać.- powiedział Reita, choć prawdę mówiąc nie kojarzyłem zbytnio faktów, tak
więc nie zrozumiałem co do mnie mówi. -Że jak..?- dopytałem.

Reita~
-Nie ważne...- spojrzałem srogo na Miyaviego. Poklepałem go 'lekko' w ramię, tak
iż musiał wyjąkać to swoje "ał".
-Zostawiam go tobie. O dwunastej podaj mu leki.- powiedziałem i wyszedłem z mieszkania,
pchając Miyaviego w stronę Kaia, i zamykając za sobą drzwi na klucz.
*Nie uciekniesz dziwko (=-=)* pomyślałem po czym prędko pobiegłem do taksówki, którą zamówiłem po drodze gdy schodziłem, i pojechałem do Rukiego.
Wkurwił się, że niby Kai jest ważniejszy od niego... Ale nie miałem ochoty się sprzeczać, więc
jak na Mnie przystało, zatkałem mu usta moim językiem.

Miyavi~
Byłem rozkojarzony, jednak nie myśląc długo rzuciłem się na Kai'a, ponaglając pocałunek który
był trochę nieprzytomny, bo ten ledwo kojarzył.
Gdy już oderwałem usta od ukochanego, zaprowadziłem go do łóżka. Usiedliśmy na nim
spokojnie, gdyż stosunek z chorym był trochę... chory.

Kai~
Obraz który widziałem był bardziej niż zamazany. 
Musiałem się nieźle wysilić, by zauważyć tego który mnie całuje.
Ale mimo gorączki moja złość nie przeszła ani trochę... Nawet odrobinę.
-Co cię tu sprowadza?- powiedziałem szorstkim tonem, trochę się jąkając.

Miyavi~
-Przepraszam.. Nie zdążyłem i przyszedłem cię tutaj odwiedzić.- uśmiechałem się lekko.
-Masz mi za/

Kai~
-ZDECYDOWANIE MAM CI ZA ZŁE!- podniosłem ton.
Choroba nie wpływa na mnie zbyt pozytywnie... Nie pamiętam kiedy ostatnio leżałem tak w łóżku.
Ale doskonale wiem, iż Reita wszędzie widzi Rukiego jak ma gorączkę...
Nieważne... Z Miyavim skończone... Tak myślę.

Miyavi~
-Jeśli...- mówiłem już dość ciężkim tonem. Nigdy nie widziałem go takiego wkurwionego.
-Jeśli powiesz tak, zniknę z twojego życia. Już nie będziesz musiał się tak denerwować.

Kai~
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy... Miyavi pochłaniał jak
lew moje wszystkie myśli. Zerwać? Nie zerwać? Jedyne co jest dobre w tym wszystkim, to to że się kochamy. Ale raz już mnie zdradził. Jest zazdrosny. Ja nie wytrzymuję presji...
Już nie mogąc dalej tego ciągnąć, odpowiedziałem mu szybko powstrzymując łzy.
-Tak..- można było zauważyć szklanki w moich oczach, ale ten przerażony nie patrzył.

Miyavi~
-M..Mogę cię ostatni raz, pocałować?- spytałem przestraszony jak nigdy.
Mimo wszystko kochałem go ponad życie. Ale ten związek go niszczy.
Zasługuję na kogoś.. lepszego ode mnie?!
O nie... Nie bawię się tak. Nie oddam (-3-).
-Sorki. Rozmyśliłem się. Jesteś mój i tylko mój. Nie oddam cię póki nie umrę!- lekko unosiłem głos.

Kai~
Tak się zdziwiłem jego słowami, że prawie wyplułem swoje śniadanie.
-Jak to twój?! Od kiedy ja jestem twój?! Porąbało?!- wykrzyczałem.

Miyavi~
-Od kiedy się urodziłeś, jesteś mój!- odkrzyknąłem.

Kai~
-W takim razie, ty jesteś mój!- kłóciłem się

Miyavi~
-Dobra!

Kai~
-Dobra! Szczęśliwy?!

Miyavi~
-Prze szczęśliwy.- powiedziałem już spokojnym i łagodnym tonem.
Oparłem się ręką o łóżko, druga powędrowała pod jego koszulkę.
Ucałowałem jego szyję pozostawiając po sobie 'niewielki' ślad.. malinkę. -To znaczy że jesteś mój. 
Nie oddam cię po wieki wieków. Amen...- już nie czekając na odpowiedź zająłem jego usta.
Nie penetrowałem ich wnętrza językiem, na razie pozostawiając nasze wargi w tym pocałunku.
Na chwilę jednak musiałem...niechętnie...oderwać się od niego, bo chciał coś powiedzieć.

Kai~
-Ale nie możesz mieć mnie całego.- wystawiłem mu język, ukrywając fakt iż mój penis już postawił się na baczność.

Miyavi~
-Muszę mieć cię całego. Jestem bardzo zachłanny wiesz? Więc jesteś mój. Każda 
część twojego ciała. Każdy zakamarek. Nawet twój penis jest mój.- zaśmiałem się cicho.

Kai~
-Ty zboczeńcze!- odpowiedziałem, ledwo powstrzymując śmiech.
-Czyli chodzi ci tylko o seks? Aż tak dobry w tym jestem?- starałem się nie rumienić...
Nie jąkać... Nie pożądać... Bez skutku.

Miyavi~
-Tak. Zwłaszcza kiedy tak ci staje, jestem najbardziej usatysfakcjonowany. [ :) ]

Kai~
-Okej.. Jestem twój...

THE END~!

***

Wiem że niektórzy się mogli zawieść brakiem sceny erotycznej.. Ale nie chciało mi się, więc
nie bedzie i dupa :) ... Jakieś sugestie?! - do Pana Boga.
Ja nie mam do nich cierpliwości...
On pewnie też nie XD
IceTea:
Zabiję~! Masz ode mnie w czerep! W takim momencie! T_T
Masz Celibat na Opo~! Cholero jedna~! =.=

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz