wtorek, 25 czerwca 2013

Betsu no ai III

Po tym 3 rozdziale postaram się troszkę przyśpieszyć akcje, miałam duże wątpliwości gdzie by mogli pojechać, ale nawet jeśli troszkę ponaciągamy rzeczywistość to się chyba nic nie stanie, co ne?
Piszę teraz z koleżanką kolejne Reituki, jeśli wypali ono i skończymy je to z chęcią tutaj opublikuje.
A więc, miłego czytania nudzenia się.
***
Kai zawsze przychodził jako pierwszy i w zasadzie nikogo to nie dziwiło...w końcu był liderem. Jedyne co mogło się wydawać , a zresztą faktycznie dziwiło to fakt, że zawsze krzyczał na każdego, kto przyszedł więcej niż 20 minut przed próbą. Tak samo zresztą, jak się ktokolwiek spóźniał. Nikt nawet nie odważył się przyjść wcześniej po tym, jak biedny ReiRei musiał wysłuchiwać przez całą, przedłużoną o trzy godziny próbę, dlaczego to nie szanuje świętego słowa Kai-lidera-sama, który tak ciężko haruje na ich popularność i rozwój zespołu. A słuchanie potoku słów ugryzionego w zad  liderka, nie jednego przyprawiło by o myśli samobójcze, czy wyjazd do wariatkowa w trybie natychmiastowym i pobyt tam na dłużej. Więc nikt z zespołu nie śmiał nawet sprawdzić, po kiego kija perkusista siedzi tam od samego rana jeszcze w dodatku z uśmiechem na ustach.
Ja, Takashima K'you, zwany po prostu Uruha, podjąłem się misji samobójczej i byłem przed salą prób jakąś godzinkę wcześniej. Może nawet więcej w razie gdyby kochany Kai nie chciał się zgodzić na wspólne wakacje zespołowe w ciepłych krajach bo na Antarktydę mi się nie śpieszyło. Myślałem nad tym całą noc i powiadam wam, gdyby mój plan mi się nie udał, co było mało prawdopodobne, chyba bym się załamał wraz ze swym słoneczkiem, które całą noc musiało wysłuchiwać najaranego mnie cierpiącego na bezsenność i planami na całe wakacje, zamęczając go moim truciem, biedak nie mógł się wyspać. Rano gdy wręcz siłą wypchnął mnie z mieszkania, poganiając i klepiąc jakieś formułki na odstraszenie demonów, szatanów i diabłów co chwila lejąc na mnie wodę z klozeta w spreju przekonałem się dość dobrze, że chyba ma mnie już dość i chce pospać z tą godzinę jeszcze czy dwie.
Wysiadłem z auta kierując się w stronę wytwórni i przekraczając próg zacząłem kierować się do windy. Byłem ciekawa czy zastanę lidera. Jak go nie będzie...trudno...będę czekał pod drzwiami póki się nie zjawi. Na szczęście wychodząc z windy, gdy dotarłem do drzwi sali tortur za jej drzwiami było słuchać głos Kai'ai kogoś jeszcze. Zbliżyłem ucho do drzwi z ciekawością, nie to żebym podsłuchiwał czy coś...skądże, ja tylko...no właśnie...
Wsłuchiwałem się w konwersację pomiędzy dwoma męskimi głosami, dość znajomymi zresztą, tylko nie mogłem sobie przypomnieć do kogo mógłby należeć ten drugi...
~~~
-Kochanie
-Hmn...?
-Wiesz, że niedługo wakacje?
-Tak! Upragniony czas odpoczynku
-A spędzimy je razem?
-Jasne, może u mnie w domu letnim nad morzem?
-Czytasz mi w myślach, skarbie
-Już niedługo...właściwie jeszcze ta próba i jutro możemy wyjeżdżać!
-A co z zespołem? Nie macie jakiś wspólnych planów?
-Nie rozmawialiśmy o wspólnych wakacjach, jeszcze po tym co powiedział Ruki nie sądzę by się zgodzili na wspólny  wypad...wiesz...
-Hę?
-A, nie powiedziałem ci, mój błąd, na ostatniej próbie powiedział, że jest gejem...no i...
-Rozumiem o co ci chodzi, a...jak zareagowaliście? 
-Etto...dość różnie...niezbyt entuzjastycznie.
-To znaczy, że nas by raczej nie zaakceptowali...
-Przykro mi, jestem liderem i muszę dbać o swój autorytet...
-Wiem o tym...ja już może pójdę co?
-Czekaj chwilę, nie odchodź...
~~~
Oniemiały rozmową za drzwiami nie zdążyłem nawet wstać z klęczek i uciec, gdy drzwi się otworzyły, a w nich stanął nie kto inny jak wysoki brunet z kolczykiem w wardze. Kumpel zespołu i widać, że nie tylko kumpel...MIYAVI!
Zamurowało mnie. Chyba  tak bardzo, jak dwójkę przede mną i właśnie dlatego chyba uniknąłem bliskiego spotkania z prawie taranującym mnie solistą. Teraz miałem lepszy widok na wnętrze sali, Kai siedział na skórzanej kanapie z  potarganymi włosami patrząc się na mnie dość...dziwnie...obserwowałem mimikę  twarzy dwóch kumpli, która zmieniała się z sekundy na sekundę, pierw zdziwienie, strach, zawstydzenie i na końcu złość...Upss..., a to wszystko w niecałe 5 sekund...
-To ja już może pójdę..- pośpiesznie złapałem Meeva za rękaw i zacząłem ciągnąć go do pomieszczenia  zamykając szczelnie drzwi, by mi nie uciekł, o nie, nie! pierw mi wyjaśnicie co tu się robi.
-O nie! Nigdzie nie idziesz! - pociągnąłem go na kanapę obok lidera  i stałem nad nimi jak jakaś matka opierdalająca dzieci...brakuje mi jeszcze szmaty w dłoniach. Liderek staje się powoli coraz bardziej czerwony i mam nadzieję, że to nie ze złości, bo ze studia nie wyjdę żywy po próbie.
-Od kiedy ty tu...klęczałeś? A w  ogóle czy nie mieliście zakazu pojawiania się zbyt wcześnie!? - Wreszcie Kai wybuchnął... niestety złością...O tak, liderku, słyszałem dość sporo by mieć podstawę was "o coś" podejrzewać i sobie też "coś" pomyśleć.
-Wystarczająco długo by domagać  się wyjaśnień...- Na twarzy zagościł mi chytry uśmiech - No wiecie...do kumpla się raczej nie zwraca per  KOCHANIE - specjalnie zaakcentowałem to słowo wymawiając je jak Meev, aż nawet przesadnie słodko.
-Bo my...
-Właśnie...
-No bo...
-Etto...
Oby dwoje spalili niezłego buraka.
-Oj no! Jesteśmy razem, pasuje ?!
-Tak, zdecydowanie.
-Masz coś do tego?
-Wręcz przeciwnie...- i nagle w głowie zaświtał mi pewien pomysł. Wybaczcie, to dla dobra zespołu...-Nooo...mi tak, ale innym może nie pasować, wiesz...nie każdy jest tolerancyjny jak ja...- kończąc swoją wypowiedź wysokim głosikiem. Jeszcze szerzej się wyszczerzyłem, widząc na ich twarzach ten piękny wyraz strachu, aż napawali mnie do ciągnięcia tego słodkiego kłamstewka zmieszanego z manipulacją.- Głupio by było jak by się chłopaki dowiedzieli...-pogwizdywałem pod nosem.
-Dobra, czego chcesz!? - właściwie prawie cały czas odpowiadał Meev co było dla mnie dosyć...dziwne? Nie, dla mnie wszystko jest zawsze dziwne. A po co będę owijał w bawełnę, powiem prosto z mostu!
-WSPÓLNYCH WAKACJI!
-Znaczy się, całego  zespołu ? - wreszcie Kai'owi przywróciło mowę.
-Hai hai* - pokiwałem głową z uśmiechem.
-Ale jedzie z nami Meev!
-To załatwiaj wakacje w tropikach dla sześciu osób! - Przyklasnąłem z jeszcze szerszym  zacieszem. Właściwie, zdziwiła mnie łatwość  z jaką się zgodził, cóż...dość...nie, nie dziwne. Muszę ograniczyć to słowo... Po  ich minach było widać, że woleli by raczej towarzystwo tylko i wyłącznie swoje nawzajem w ten wolny czas. Trudno. Wytrzymają, to dla wyższych celów.
Zostawiając ich tak samych sobie jeszcze na godzinę przed próbą wybiegłem ze studia. Miałem  ochotę o tym powiedzieć Aoi'emu i to natychmiast. Prosto w oczy, by widzieć jego minę. No, a później oczywiście poinformować o tym Rukiego, ale to już zostawiłem Kai'owi. Popędziłem do auta  i drżącymi z radości, i co nie co dumy z samego siebie, jaki to mądry jestem włożyłem kluczyk  w stacyjkę, odpalając jego auto. No tak, auto Yuu. Swojego jeszcze i chyba jak na razie mieć nie będę, zbyt wiele mam korzyści z takiego układu, jaki jest teraz. W sumie, cieszy mnie, że go nie mam...gdyby nie to, że po drodze miał zawsze mój dom i mnie podwoził po każdej próbie, być może nigdy byśmy nie byli razem. Teraz jak o tym myślę to nie wyobrażam sobie życia bez niego u boku.
Pierwsze skrzyżowanie, drugie, trzecie i mógłbym tak liczyć w nieskończoność...droga do domu cholernie się dłużyła, jedna minuta była jak co najmniej dziesięć takich. Gdy już byłem pod mieszkaniem akurat był czas kiedy wstajemy by wyszykować się na próbę. Wchodząc i zdejmując buty rzuciłem się na łóżko mocno przytulając Aoi'a!
-Pakuj się! Jedziemy na wakacje! - zakrył głową poduszkę by mnie nie słyszeć po czym zdjął ją szybko patrząc się na mnie uważnie...
-Coś ty znów wykombinował?
-Nie ja skarbeńku tylko Kai, jedziemy w szóstkę na wakacje!
-Szóstkę?
-Wraz z Mevvem
-A po kiego on?
-To chłopak Kai'a, nie pytaj...
-Jak ty to robisz co, kochanie?
-Po prostu zjawiam się w dobrym miejscu o dobrej porze...
-W to nie wątpię...
-No, a teraz wstawaj bo się spóźnisz!
Stało się tak, jak powiedziałem. Chwilę po porannym buziaku wstał i poszedł się ogarnąć na próbę. Byłem cholernie zmęczony tym wstaniem tak wcześnie, więc wyczuwając, że kołdra po Aoi'm i miejsce gdzie jeszcze niedawno leżał jest cieplutkie, wsunąłem się pod pierzynkę i mrucząc cichutko  „Jeszcze chwilkę pośpię” z uśmiechem zasnąłem.
Jakiś natrętny głos próbuje mnie obudzić...
-Uruha..Uru...Uruś...-, ale mi tak cieplutko nie chcę wstać, a tym bardziej się budzić, chcę tutaj zostać...- Wstawaj bo jak nie to się spóźnimy i nas Kai wykastruje, a wtedy kto Ci będzie wkł....?! - o nie...
-JUŻSIĘBUDZIŁEMMOŻEMYJECHAĆNAPRÓBE! - Po dłuższych przemyśleniach sądzę, że te kilka minut mogę dospać sobie po próbie...później z pełnym przyrodzeniem obok jak i u siebie...stanąłem równo jak na apelu po chwili biegnąć założyć buty gdyż Aoi był już gotowy. Jeszcze tylko kurtka i wybiegliśmy z domu na dół, jadąc windą. W windzie powiedział, ze tak słodko mruczałem iż nie chciał mnie obudzić...Awww, jakie to słodkie <3
Droga minęła nam całkiem szybko dzięki czemu nie straciłem ani swego przyrodzenia ani Aoi, pół biedy z moim...jego straty bym już nie przeżył! Jak na złość akurat dziś musieli naprawiać windę, więc biegliśmy po schodach te zasrane 10 pięter, zdyszani wpadając do sali dosłownie minutę przed rozpoczęciem się próby. W sali byli już wszyscy, a może i nawet więcej bo na biurku Kai'a leżał rozwalony Meev z rękami pod głową dyskutujący o czymś namiętnie z właścicielem biurka. Za to kompletnie nie słuchający ich Rei i Ruks wymieniali się planami na tegoroczne wakacje. So sad, jaka szkoda, że się one nie spełnią. Z tego co usłyszałem Rei nie odpocznie sobie w domciu, a Ruki nie wyjedzie zupełnie sam do ciepłych krajów, najlepiej gdzieś na Hawaje. Gdyby tylko posłuchali o czym i w jakiej formie rozmawiają nasze gołąbeczki, w jakim miejscu zorganizować Nasze wspólne wakacje...
-Jesteśmy! - krzyknęliśmy z Yuu w tym samym czasie łapiąc się za swoje instrumenty podobnie jak my zrobili pozostali, jedynie Ruki ćwiczył głos, a Meev nadal rozwalał się na biurku.
-Chłopaki, zanim zagramy mam dla was pewną, zależy dla kogo – tu spojrzał się na mnie –  dobrą wiadomość, firma zgodziła się przedłużyć nam wakacje o ile będziemy je spędzać razem na nabieraniu sił do dalszego rozwoju zespołu. Jedziemy całym zespołem wraz z Miyavim  - tutaj na jego twarzy pojawił się szybki uśmieszek, który szybko starł – na Hawaje na dwa tygodnie...
-Ale...Kai...JAK TO NOOO?! – Podczas, gdy Reita dyskutował z liderem jako jedyny stawiając opór, patrzyłem na minę Ruksiątka, które pierw przerażone wpatrywało się w parą kłócących się aby później spojrzeć na mnie z niedowierzaniem. Uśmiechnąłem się, lekko do niego puszczając oczko. Wykonał dość dziwny znak, mianowicie przejechał po swojej szyi palcem wskazującym wydobywając z siebie hark...To chyba miało znaczyć, że mnie zabije, ale mniejsza o to, jedziemy wspólnie na wakacje! Korzystając z tego zamierzania wyściskałem Aoi'a siedzącego koło mnie na kanapie. Gdy się opanowałem dosłyszałem dość burzliwą rozmowę tamtej dwójki.
-Nie nie jadę!
-Jedziesz!
-Nie ma mowy! Ja się nie pisze na to!
-Tak czy siak jest to ustalone z góry, jeśli masz jakieś wąty to kilka pieter dalej do góry!
-Mam to gdzieś! - Gdyby nie szybka ingerencja Meeva i Aoi'a zapewne by się właśnie pobili i polała by się krew.
-Uspokójcie się wszyscy!  Macie dwa dni wolnego następnie w piątek wyjeżdżamy! Wali mnie to czy ci się to podoba czy nie. - po przemowie Miyaviego chuściak wreszcie się uspokoił i grzecznie złapał za swój bass z lekka jeszcze wk*rwiony. Za jego przykładem poszli wszyscy z zespołu przygotowując się do próby. Tylko MYV rozwalił się na naszej kanapie, wpatrując w perkusję, a raczej to co było za nią z uśmieszkiem. Zaczęliśmy grać i wszystkie wcześniejsze emocje zniknęły tak szybko, jak się pojawiły. O dziwo, próba trwała tylko 3 godziny, co jak na wymogi Kai;a to pikuś w porównaniu z tymi przed  koncertami , które trwały po 10 z przerwami tylko dla wokalisty...Wreszcie widać, że zbliżają się wakacje. -A więc w poniedziałek o 8 macie mi się stawić przed moim domem, pojedziemy samochodem Meeva i będziemy się zmieniać, co kilka godzin w podróży. Jasne wszystko? - pakując ostatnie swoje papierki do torby na laptopa, wyjaśnił nam wszystko na temat wyjazdu. Oczywiście Reita oburzony udawał, że nie słyszy, pakując swój kochany instrument. Choć było widać, że przeciąga to by móc wysłuchać co ma do powiedzenia lider. Wyszedł akurat gdy skończył swą przemowę. Jedynie zostali się Kai, Meev, Aoś oraz ja. Ciągnąc gitarzystę za rękę wyśpiewałem „ Oj, Kai, Kai, aleś z ciebie aktorzyna” i umykając przed rzuconym we mnie przedmiotem wyszedłem z sali. Wcześniej wspomniany przedmiot uderzył z nienajgorszą siłą o drzwi podczas, gdy my ruszaliśmy już do windy.
Zapowiadają się ciekawe wakacje....
***
Dziękuję Kyoko za zbetowanie :3